ZAMACH W SARAJEWIE

49,00 

Brak w magazynie

Jest rok 1957. Georges Perec ma dwadzieścia jeden lat. Jest studentem (historii), który już nie studiuje. Chciałby pisać, ale średnio mu to wychodzi: tworzy zbiór krótkich tekstów zatytułowany Manderre, luźno inspirowany Mokradłami. W czasopiśmie „Les Lettres nouvelles”, którym kieruje Maurice Nadeau, publikuje krótkie recenzje, w tym jedną dość długą o książce jugosłowiańskiego powieściopisarza Ivo Andricia, Most na Drinie. Jest w wielkiej rozterce, źle znosi samotność w swoim pokoiku przy rue Saint-Honoré, a przede wszystkim to, że nic mu z prób pisarskich nie wychodzi: „Chcę pisać, ale napotykam niemożliwe do przezwyciężenia przeszkody i przez sześć miesięcy nie byłem w stanie ukończyć ani jednego z utworów, które rozpocząłem. Nienadająca się do czytania powieść, kilka krótkich tekstów mniej lub bardziej udanych to jedyne rzeczy, jakie udało mi się ukończyć przez dwa lata niemal nieustannych wysiłków” – pisze do Maurice’a Nadeau

Czytelniku, za chwilę poznasz nieoczekiwanego Pereca. Nie odnajdziemy tu pisarza o olśniewającym poczuciu humoru ani wirtuoza–architekta–akrobaty z Życia instrukcji obsługi. Ale pamiętajmy, że towarzyszyliśmy mu również w spacerach po ciemniejszych zaułkach, tam, gdzie pojawia się rozterka i trud istnienia (Człowiek, który śpi, niektóre strony W albo wspomnienie z dzieciństwa). Ostatnio (w 2012 roku) widzieliśmy go, jak walczył z fałszem tuniki Nessosa, jak próbował uwolnić się od tożsamości fałszerza (Kondotier).

Dziś zostajemy poprowadzeni w inne korytarze jego labiryntu. Perec próbuje tam dróg pisarskich, którymi później już nigdy nie zaryzykuje pójść – ociera się w swej powieści o analizę psychologiczną, szkicuje historię miłości i zazdrości. Po lekturze można by sobie powiedzieć, że były to ścieżki, którymi słusznie już później nie podążył.

Spójrzmy na to inaczej. Powieść ta ukazuje się niemal sześćdziesiąt lat po jej napisaniu. Gmach twórczości Pereca jest dziś dobrze znany. Dlatego ważne jest, by lepiej poznać fundamenty, na których został zbudowany. Kondotier był pierwszym przedsionkiem. A dzięki Zamachowi w Sarajewie odkrywamy przedsionek jeszcze wcześniejszy. Albo raczej kilka korytarzy, kilka przejść technicznych, które u tego młodziutkiego pisarza łączą jego proscenia i kulisy.

Claude Burgelin

Brak w magazynie

Opis

Georges Perec 
„Zamach w Sarajewie” 
przekład: René Koelblen i Stanisław Waszak
Wydanie I – LOKATOR 
PREMIERA: CZERWIEC 2026

Informacje dodatkowe

Autor

Georges Perec

Przekład

René Kelblen, Stanisław Waszak

Premiera

2026

Recenzje

Na pewno jest to lektura, po którą chce się sięgać wielokrotnie, już od razu po pierwszym odczytaniu, po to, by po zrozumieniu jej tajemnicy, dostrzec wszystkie pojawiające się wcześniej tropy. Ten dowód kunsztu i wrażliwości francuskiego autora jest zapewne jednym z najdoskonalszych tekstów w jego różnorodnej karierze. I choćby z tego powodu naprawdę warto się z nim zaznajomić.

Sara Nowicka, Artpapier.com

czytaj więcej

 

Perec ma opinię autora trudnego i w pewnym sensie wciąż nieodkrytego, a w dodatku (czy też właśnie dlatego) ciąży nad nim klątwa pisarza nieprzetłumaczalnego. Wydawnictwo Lokator sukcesywnie dba, by tajemnicę Pereca rozjaśnić, albo chociaż podjąć tę szaradę na nowo, tj. w nowym tłumaczeniu czy wręcz tekstami nie publikowanym wcześniej w Polsce. Misja Serii Potencjalnej jest imponująco spójna, wydawanie pisarza z łatką „trudnego” i „nieprzetłumaczalnego” ma w sobie to heroiczne piękno, które zasługuje na szacunek. Im więcej wiemy o Perecu tym bardziej jest zagadkowy, tym więcej pytań stawia przed nami lektura jego kolejnych zazębiających się tekstów, które tworzą układankę o tyle intrygującą, że możliwą do ułożenia jedynie potencjalnie. Ilość kombinacji w jakie można skutecznie połączyć elementy projektu literackiego Pereca jest, używając języka matematyki, większa od jednego czy po prostu – nieskończona. Przy tekstach Pereca pracujemy bowiem nie tylko w jednej płaszczyźnie, co czyni ilość kombinacji zachwycająco i jednocześnie zatrważająco ogromną.

Z tytułu powieści „W albo wspomnienie dzieciństwa” możemy wywnioskować, że znajdziemy w środku alternatywne historie albo różne interpretacje tej samej historii. I, co ciekawe, oba te tropy możemy uznać za uzasadnione. W tym mocno autobiograficznym tekście Pereca poznajemy dwie pozornie nie związane ze sobą opowieści: przeplatają się tu ze sobą opowieść o wyspie nazywanej po prostu „W” oraz próba rekonstrukcji wspomnień dokonywana przez Gasparda Wincklera. Historia Gasparda, który dostaje zagadkowy list z prośbą o spotkanie i poznaje historię chłopca, którego tożsamość otrzymał po dezercji z francuskiej armii, przerywana jest opisem wyspy, na której panujekult sportu. Pozornie osobne wątki po wybrzmieniu ostatniego zdania stają się nierozerwalne i jako całość wybrzmiewają wszystkimi pytaniami, jakie tylko może sprowokować poruszany temat tożsamości, pamięci, przeszłości, dzieciństwa, wspomnień, historii, niemocy, okrucieństwa, człowieczeństwa.

Dla Pereca przeszłość jest tworem równie dynamicznym, co niedostępnym. Ta próba uporządkowania wspomnień pomnaża pytania, buduje odległe metafory, nasuwa przypuszczenia, gubi trop, z zaskoczenia ucina wątek. Mamy parę artefaktów, która są bazą do snucia wspomnień – są trzy zdjęcia. Jedno przedstawia jego ojca, drugie matkę bohatera z nim samym w parku, trzecie – ten sam duet, tym razem w studiu fotograficznym. Zdawałoby się, że to jest jakiś element stały, że mamy wreszcie w garści punkt odniesienia, jakiś pewnik w tym całym chaosie nikłych wspomnień i przypuszczeń co chwila podważanych przez samego ich autora. Jest to oczywiście złudne wrażenie. Nic nie jest pewne. Sceny, które odtwarza z pamięci Gaspard, nie do końca znajdują potwierdzenie na fotografiach. To są drobiazgi, które mocno krytycznie dopisuje do swoich wspomnień, które burzą w pewnym sensie jego tożsamość. Używa sformułowań typu „Dzisiaj rzekłbym…” zupełnie deprecjonując swoją pamięć nasuwającą mu we wspomnieniach długie poły płaszcza ojca, choć na zdjęciu widać, że kraniec jego kurtki wojskowej sięgał do połowy uda. Czy w związku z tym jego wspomnienia nie są prawdziwe i nie przedstawiają żadnej wartości? Co zbudowało człowieka, który miał traumatyczne dzieciństwo, który już w jego początkach utracił oboje rodziców oraz wielokrotnie zmieniał miejsca zamieszkania i wielokrotnie podejmował próby adaptacji do nowych okoliczności? Co sprawiło, że został Gaspardem Wincklerem potencjalnie porzucającym dotychczasowe życie i idącym na spotkanie z obcym człowiekiem, z którym przyjdzie mu się zmierzyć w pojedynku dużo poważniejszym, niż tylko odkrywanie kart przeszłości. A na stole leży więcej niż jedna talia.

Wyczuwa się trójstyk, w którym splata się dzieciństwo obu narratorów (noszących przecież to samo imię) z Wielką Historią. Chociaż pozornie linie narracyjne biegną do siebie równolegle i wedle definicji matematycznej nie przecinają się, to silnie wyczuwa się ich wspólny tragizm, wspólne traumy i poczucie konieczności ciągłej walki. W pewnym momencie w historii W, gdy kult sportu i tężyzny fizycznej zaczyna przybierać coraz bardziej przerażające i zdehumanizowane formy, pojawia się dziecko. Jego sytuacja jest jasna w tym znaczeniu, że jest z góry skazany na okrutny los, który wiodą wszyscy mieszkańcy W. Dzieciństwo na W oraz dzieciństwo Gasparda zaczynają mieć ze sobą coraz więcej wspólnych i przerażających elementów. Postać małego Gasparda, który zaginął na morzu, nakłada się na dorosłego obecnego Gasparda rekonstruującego swoje dzieciństwo i sprawiając, że rysy stają się jeszcze mniej rozpoznawalne. Albo ta twarz zaczyna przypominać twarz Georgesa Pereca.

Ula Jankowska, FUTU

 

Choć wczesne dzieciństwo upływało w cieniu trosk o przyszłość, niepewności i zmartwień, to dla samego Pereca było bez wątpienia okresem prawdziwego szczęścia. Jednym z niewielu wspomnień, które z tego czasu zachował i utrwalił w powieści W ou le souvenir d’enfance, jest scena w rodzinnym salonie. Georges ma wtedy trzy lata, siedzi na podłodze, pośród rozrzuconych wokół żydowskich gazet. Otaczają go najbliżsi, śledzący uważnie jego ruchy; ostatni raz, być może, zaznaje wtedy opieki, ciepła i miłości. Po chwili wszyscy uśmiechają się szeroko: chłopiec zakreśla pierwszą w życiu literę alfabetu hebrajskiego.
(…)
W niedługi czas później ów „niezwyciężony”, ochronny mur, jakim otaczali małego Georges’a rodzice, przejęci wnukiem dziadkowie i krewni, pęknie i runie, zostawiając wyrwę, pustkę i dziurę, zapisaną zresztą – jak zauważał sam Perec – już w biblijnym źródłosłowie jego nazwiska: פרצ , którego hebrajski „szoresz” (korzeń) to właśnie: ‛dziura’, francuskie „le trou” (słowo wielokrotnie powracające w dziele Pereca). W dniu zawieszenia broni, w lipcu 1940, ojciec przyszłego autora W oule souvenir d’enfance zostaje przypadkowo postrzelony w brzuch na froncie w Nogent-sur-Seine. Szpital pęka w szwach. Icek, André Perec „ginie śmiercią niedorzeczną i powolną” (W 48). Mama natomiast – pisze Perec – została zatrzymana w czasie łapanki ze swoją siostrą, moją ciocią. Została internowana [w obozie przejściowym] w Drancy 23 stycznia 1943, a następnie, 11 lutego, wysłana do Auschwitz.
Przed śmiercią wróciła do kraju swojego urodzenia. Umarła, nie rozumiejąc. [W 53]

To właśnie wtedy formuje się podstawowe w życiu Pereca doświadczenie pustki; śmierć rodziców, śmierć matki odbiera mu trwałą pozycję w świecie, jest czymś, co „wyrzuca go z siodła”, pozbawia punktu zaczepienia, jest czymś obezwładniającym, piekącą raną, która będzie dawać o sobie znać przez całe życie.

Paweł Jasnowski, Georges Perec i praca żałoby, „Pamiętnik Literacki”, 4/2013, s. 115-134

czytaj więcej