front_SF_wwwKsiążkę Jerzego Franczaka otwiera fragment Onirokrtyki Guillaume’a Apollinaire’a (skąd też został zaczerpnięty tytuł), co z miejsca ustawia lekturę, odnosi do kontekstów awangardowo-surrealistycznych i ściąga podejrzenia o wysublimowane zabawy intertekstualne.

Motto użyte zostało dwa razy w dwóch wersjach językowych, czyli w oryginale i w przekładzie na język polski. Sainte-Fabeau zbudowane jest z dwóch części, które nie następują po sobie w porządku rozdziałów, ale są dwiema opowieściami złożonymi „na odwrót” i w imię obcego (innego?) języka. Odpowiedzi na pytania, kto ma rację, co się naprawdę wydarzyło i kto jest za co odpowiedzialny, a nawet czemu winny (nie sposób opędzić się od skojarzeń z Procesem Kafki), nie otrzymamy. Części wydają się równorzędne (są prawie tej samej długości, zazębiają się fabularnie, tematycznie) i nie wiadomo, od której należy zacząć, która jest właściwa, a która do góry nogami – nawet poszukiwania stopki nie pomagają, bo są (znowu) dwie i ukryte na skrzydełkach pierwszych zarazem i końcowych. Szybko też okazuje się, że Sainte-Fabeau jest nie tyle porywającym wyzwaniem literaturoznawczym, ile próbą odpowiedzi na pytania o tożsamość. Kim jestem w związku miłosnym czy małżeństwie, kim stanę się w społecznej formie przyjętej lub narzuconej, czy zachowam choć odrobinę wolności, czy mój los zostanie przesądzony? „Nigdy nie zastanawiałem się nad tymi sprawami. Może to był błąd i dlatego teraz mam takie rozmyte, błędne oblicze” – pisze Franczak, konfrontując jednego ze swoich bohaterów z nieszczęsnym „Qui suis-je?”, by dodać po chwili: „To rodzaj ćwiczenia duchowego albo zadania domowego, które każdy musi odrobić w samotności”.

Anna Marchewka – „Kim jestem”
Jerzy Franczak
Sainte-Fabeau
Wydawnictwo Lokator,
Kraków 2017, s. 128

znak-logo